Nasze zwyczaje bożonarodzeniowe

Nasze zwyczaje bożonarodzeniowe, które zanikają, w kulturze miały kiedyś bardzo ważne znaczenie. Przestrzegano pilnie wszystkich tradycji związanych z wigilią, Bożym Narodzeniem, nowym Rokiem. Od tego zależało powodzenie w następnym roku.

Z biegiem lat coraz mniej dbamy o tradycję, święta stały się komercją. Już po Wszystkich świętych wszędzie widać ozdoby świąteczne, w telewizji lecą reklamy nawołujące do zakupu różnych cudownych prezentów. Słychać piosenki swiąteczne i kolędy.

Przez ten przesyt wszystkiego co jest nam potrzebne w święta tracimy poczucie magii tych dni. A przecież wtedy  nie powinny liczyć się prezenty, czysty dom, czy wypolerowane okna. Najważniejsza jest bliskość, wspólnie spędzony czas, uśmiech i radość, taka zwykła dziecięca radość.

Zaczynamy- oto nasze zwyczaje Bożonarodzeniowe, które zanikają-Wigilia

Postanowiłam już dawno temu, że co roku będę starała się przekazywać swoim dzieciom jakie kiedyś były nasze zwyczaje Bożonarodzeniowe, jak spędzałam święta, jakie były wtedy tradycje, co było ważne. Chciałam aby te zwyczaje nie zostały zapomniane.

Zacznijmy od wigilii. W tym dniu mówiło się -„jaka Wigilia taki cały rok.”

Pierwszą osobą która miała wejsć do domu powinien być mężczyzna- podobno on przynosił do domu zgodę i dobrobyt.

Nie powinno się w tym dniu kłócić, dzieci miały być posłuszne rodzicom, aby cały rok był spokojny.

Mama gotowała od rana kolację wigilijną, skromną składającą się z 12 potraw. Nie tak jak teraz -kiedy to na stole znajdują się wykwintne dania z łososia, ciasta, sałatki. Kiedyś kolacja składała się z tego co było- a nie było tego wiele

Potrawy na wigilię

Gotowało się zupę z głów karpia ( do dziś gotuje ją mój tato, wszyscy ją bardzo lubimy)

Były pierogi z kapustą i grzybami, barszcz z uszkami z grzybami, żurek z ziemniakami, zupa grzybowa, kluski z makiem ( nigdy ich nie lubiłam). Na stole nie mogło zabraknąć sałatki jarzynowa, którą jadło się tylko w święta, na odpusty.

Głównym daniem był pieczony karp, zazwyczaj smażony w panierce, ale zdarzało się czasem, że był to karp po żydowsku.

Jadło się orzechy z miodem- na rozum- jak mawiała moja babcia, jabłko, chałkę z miodem.

Dania zrobione- co dalej

Do kolacji zawsze ubieraliśmy się bardzo elegancko, to był bardzo ważny dzień. Nawet dzieci były pięknie ubrane żeby czuły się w tym dniu ważne. Zajrzyjcie na stronę z naszymi ubrankami– tam znajdziecie kilka fajnych propozycji

Pod białym obrusem obowiązkowo było sianko- symbol tego że Dzieciątko Jezus narodziło się w ubogim żłóbku. Ten zwyczaj jest u nas do dziś.

Pod obrus rodzice dawali nam po pieniążku aby w Nowym Roku nam się wiodło. Choinkę ubieraliśmy najwcześniej dwa dni przed wigilią a zapalaliśmy lampki przed samą kolacją wigilijną- czuło się wtedy takie wzruszenie:), klimat.

Wpierw była wspólna modlitwa, potem dzieliliśmy się opłatkiem i życzeniami. Wszystkie potrawy musiały być w zasięgu ręki mamy ponieważ ona wszystkim nakładała porcje na talerz- tato pomagał.

Nigdy nie zjadaliśmy wszystkiego- na talerzu miało zostać troszkę z każdego dania- ponieważ potem szło się do zwierząt i dzieliło się z nimi tą strawą i opłatkiem. Najacześciej na talerzach zostawialiśmy najwięcej potraw których nie bardzo lubiliśmy tłumacząc się ze to przecież dla zwierzątek:)

Nikt nie odchodził od stołu w trakcie kolacji, mówiono że ten ktoś może odejść na zawsze w najbliższym czasie.  Dzieliliśmy się chlebem i chałką na znak zgody i pokoju.

Przy kolacji nie mówiło się o głupotach, nie obmawiało nikogo. Po kolacji była modlitwa, rodzice gasili świeczki, która pierwsza zgasła- ten z rodziców miał pierwszy odejść.

A po kolacji …

Prezenty – jeśli były- rozdawało najmłodsze dziecko- jeśli mogło:) U nas rozdaje je mój synuś, który zawsze bierze największą paczkę- wie że to na pewno dla niego, a reszte musimy rozdać sobie sami:)

Potem wszyscy sprzątaliśmy i wspólnie siadaliśmy przy choince aby śpiewać kolędy.

W nocy kto mógł szedł na pasterkę. Kościół zawsze był pełniutki. Ludzie po Pasterce składali sobie życzenia często godzono się w tych dnaich.

Jeśli  przy stole była młoda dziewczyna sprzątała okruchy z jedzenia, wychodziła z nimi na dwór i wyrzucała. Z tej strony z której dochodziły jakieś głosy- miał nadejść przyszły mąż. Sama to robiłam, choć co roku głosy dochodziły z innej strony:)

To był cudowny magiczny czas, czas kolędowania, kolędników, czas pokoju , odwiedzin i radości.Takie były nasze zwyczaje Bożonarodzeniowe które niestety już zanikają. Staram się podtrzymywać te tradycje- ale różnie to bywa.

Czy u Was było inaczej? Czy Wasze zwyczaje w tym niezwykłym czasie były podobne? Piszcie, komentujcie, udostępniajcie.

A może zupełnie inaczej obchodzicie święta, chętnie sie dowiem:)

Komentarze: